GETSEMANI


Co to jest medytacja?


Samo słowo pochodzi z łaciny i oznacza ,,rozważanie" i jest to prawidłowe słowo na określenie praktyki chrześcijańskiej, natomiast zupełnie nieodpowiednie dla praktyk pogańskich, ale po kolei.

Ostatni wiek przyniósł nam odrodzenie wielu ciemnych zjawisk - okultyzmu, magii (zwykle w formie tzw. bioenergoterapii), wróżbiarstwa, sekt, satanizmu oraz tzw. duchowości wschodniej. Zresztą nie tylko wschodnia jest to duchowość, podobne praktyki duchowości pogańskiej, okultystycznej znane są także w kulturach Cyganów, Indian, Afrykanów, a nawet w środowiskach okultystycznych Islamu oraz sekt nawiązujących do chrześcijaństwa. Wszystkie te pseudo - duchowe praktyki odwołują się do odkrywania w sobie (!) wewnętrznej mocy (różnie nazywanej, np. w Indiach ,,kundalini") poprzez praktykę trwania w jakiejś nieruchomej pozycji lub wykonywanie pewnych ruchów (np. w tai-chi lub niektóre ćwiczenia hatha-yogi), lub wykonywania innych dodatkowych praktyk (np. mudra, mantra, pranayama). Nazywa się to zbiorowo medytacjami, choć jest to właściwie zaprzeczenie rozważań. Kładzie się nacisk na oczyszczenie umysłu, tj. wyzucie myślenia i wyciszenie pragnień, ma to prowadzić do osiągnięcia stanu depersonifikacji, tj. stanu wyrzeczenia się istnienia - pozornego oczywiście, bo człowiek istnieć nie przestaje, zwanego w hinduizmie moksą, w buddyzmie nirwaną. Równolegle występują pewne zjawiska fenomenalne, a wskazujące na ingerencję demoniczną, jak lewitacja, magiczne uzdrawianie, zdolność przeistaczania materii, przenoszenia się w przestrzeni i inne znane z opowieści o guru, fakirach i lamach. To właśnie dla osiągnięcia tych magicznych mocy uprawia się zwykle obecnie praktyki medytacyjne.

Jeśli chodzi o efekt wyciszenia uczuć i pomoc w uporządkowaniu psychiki, jaka ponoć ma płynąć ze wschodniej medytacji i jogi (tak przynajmniej pisze się w pismach kobiecych :-), powtórzę kilka linijek z dokumentu o moim doświadczeniu w ezoteryce:
,,Z tym uzdrowieniem to nie do końca prawda jeśli chodzi o sferę uczuć, dziś wiem, że wzorując się na innych wyznawcach zepchnąłem moje chorobliwe przeżycia głębiej w podświadomość, zapłaciłem za to fanatyzmem, niezdolnością do przyjmowania cudzych argumentów, nieprzejednanym i agresywnym niekiedy nastawieniem do innych. Ezoterycy doświadczają tego samego, co hindusi, o czym czytałem. Medytując na sposób wschodni doznają wrażenia uciszenia złych uczuć i niebiańskiego szczęścia, jednocześnie doznają napadów szału i agresji szczególnie wobec bliskich (co oczywiście tłumaczą sobie jako... oczyszczanie psychiki, tyle, że to wcale samo nie mija, ale przeciwnie nasila się, wiec jeszcze więcej medytują, żeby to wyciszyć i tak w kółko), występuje też zjawisko psychicznego wyobcowania się z otoczenia, zatraca się kontakt uczuciowy, to także ma charakter postępujący. Wtedy jednak czułem się nareszcie szczęśliwy, uwolniony od swoich grzechów, wesoły, pełen życia, silny. Nie znosząc sprzeciwu namawiałem innych niekiedy skutecznie na kurację energiami lub nawet na przyjęcie inicjacji."

Medytacja chrześcijańska to dosłownie rozważanie, oczywiście rozważanie Słowa Bożego w kontekście własnego życia i dostosowywanie tego życia do Ewangelii. Jest wiele szkół i sposobów ułatwiających rozważania i łączenie ich z aktywną modlitwą, jak medytacja ignacjańska, czy różaniec. Trzeba pamiętać, że cel rozważania jest krańcowo różny od celu praktyk pogańskich, gdy tamte prowadzą do bierności i zatraty, rozważanie ma na celu pogłębienia i uaktywnienie życia człowieka poprzez kontakt ze Źródłem życia. Gdy poganie starają się zatracić ,,ja", chrześcijanin stara się to swoje ,,ja" uczynić świętym i pełnym życia. Głównym motywem chrześcijańskiej medytacji jest radosne spotkanie z Bogiem, jej celem zaś przemiana wewnętrzna płynąca z ,,opadnięcia" na nas (jak rosa na zwiędłą roślinę) Słowa Bożego.
Jeśli chodzi o pracę nad uczuciami, to ich tłumienie na dłuższą metę (nawet uznawanych za negatywne) jest sprzeczne z chrześcijaństwem. Chrześcijanin stara się uporządkować swoje uczucia oraz nauczyć się akceptować je, a nie wypierać. Stłumienie może być doraźną pomocą w sytuacji pokusy, choć nie jest to najlepsze co można zrobić, w każdym razie jest to rodzaj autoagresji.

###

Osobnym zagadnieniem jest spojrzenie chrześcijanina na różne formy gimnastyki i sportu pochodzące z dalekiego wschodu. Karate, judo i kung-fu zyskało akceptację, widziałem nawet relację z życia któregoś z klasztorów jezuickich, gdzie nowicjusze ćwiczyli karate shotokan dla poprawy kondycji i wyrobienia charakteru. Jeśli tylko treningowi nie towarzyszy nawracanie na pogaństwo lub wciąganie do sekt sam trening nie jest problemem. Naukę o energii ki lub qi, chi szczególnie obecną w kung-fu oraz aikido trzeba traktować z przymrużeniem oka jako prymitywny i zabobonny sposób opisania ludzkich procesów życiowych, metabolicznych, psychicznych. Sztuki walki więc same w sobie nie są niebezpieczne, choć oczywiście ich rodowód sięga nierzadko buddyjskich lub taoistycznych świątyń i klasztorów.
Osobne zagadnienie to yoga i tai-chi oraz qigong. Te trzy dyscypliny, ale i inne, mają dwa wymiary, które należy rozróżnić. Wymiar egzoteryczny to praktyka czysto fizyczna bez odwołania do żadnych sił nadnaturalnych. W tym wymiarze możemy te dyscypliny traktować jako rodzaj złożonej gimnastyki, rodzaj sportu, który jak każdy inny przynosi owoce w zdrowiu fizycznym, psychicznym i może pozytywnie wpływać na moralność. Drugi wymiar to wymiar ezoteryczny, czyli praktyki odwołujące się wprost do do zabobonnych religii wschodnich i ich praktyk. Na tę płaszczyznę pod żadnym pozorem wstępować nie wolno. Mówiąc krótko wolno chyba praktykować te dyscypliny dla zdrowia ale nie dla duchowości, bo takowej w nich nie ma, chyba że szatańska.
Są osoby, które ćwiczą tai-chi (tai-ji quan), bo to lubią i dobrze się po takiej lekkiej gimnastyce czują. Są jednak i takie, które poszukują i odnajdują w tej samej praktyce przeżycia mistyczne w duchu wschodnim i to jest dla chrześcijanina wykluczone. Jest możliwe wyginanie się w asanach hatha-jogi dla gibkości i zdrowia, uprawianie ćwiczeń i praktyk higienicznych rodem z Indii. Jednakże jeśli ktoś będzie poszukiwać mocy kundalini, otwarcia czakramów, osiągnięcia moksy (nirwany) lub cudotwórstwa (sidhi) to staje się po prostu wyznawcą hinduizmu. Oddechowe techniki pranayamy są dla mnie zupełną zagadką. Inne formy jogi mają zdaje się już wymiar zupełnie religijny i są wykorzystywane w sektach, np. mantra-joga u różnych guru w USA, bhakti w kulcie Kriszny. Nie bardzo też rozumiem jaki sens poza ezoterycznym może mieć zakładanie pewnych znaków palcami dłoni - mudra - praktykowana w ramach hatha-jogi.
W praktyce jednak najlepiej jednak trzymać się z ostrożności z daleka od jogi i podobnych praktyk – takie jest moje zdanie.






GETSEMANI